Nieprzytomny na przystanku w Katowicach - strażniczka zareagowała natychmiast

Nieprzytomny na przystanku w Katowicach - strażniczka zareagowała natychmiast

Na przystanku autobusowym w katowickim Burowcu leżał nieprzytomny młody mężczyzna, a jako pierwsza zareagowała strażniczka miejska, która akurat była po służbie. Funkcjonariuszka Straży Miejskiej w Katowicach szybko sprawdziła, co się stało, zabezpieczyła miejsce i rozpoczęła pomoc. Okazało się, że chłopak choruje na cukrzycę, a jego stan wymagał błyskawicznej reakcji.

Do zdarzenia doszło 5 czerwca około godziny 16.00. Strażniczka jechała z rodziną na basen, gdy przejeżdżając obok przystanku Katowice Burowiec zauważyła leżącego na ziemi młodego człowieka. Przystanek był pusty, a funkcjonariuszka bez zwłoki podeszła do poszkodowanego i zaczęła sprawdzać jego stan zgodnie z zasadami pierwszej pomocy.

Jak podaje Straż Miejska w Katowicach, kobieta próbowała nawiązać kontakt z mężczyzną, pytała, czy ją słyszy, i potrząsnęła go za ramiona. Po kilku próbach chłopak zaczął reagować, ale nadal był silnie zdezorientowany. W rozmowie strażniczka ustaliła, że ma cukrzycę i padaczkę, a objawy wskazywały na hipoglikemię, czyli gwałtowny spadek poziomu cukru we krwi.

Funkcjonariuszka podała mu cukierek, bo w takiej sytuacji szybkie dostarczenie glukozy ma znaczenie dla stanu poszkodowanego. Reakcja była niemal natychmiastowa - objawy zaczęły ustępować, a młody mężczyzna odzyskał pełną świadomość. Strażniczka nie zostawiła go bez opieki. Skontaktowała się z opiekunem, ustaliła sposób bezpiecznego powrotu i odprowadziła chłopaka do autobusu linii 70. Na przystanku Katowice Szopienice Osiedlowa czekał już wujek, który przejął nad nim opiekę.

To jedna z tych interwencji, które pokazują, że sekundy naprawdę decydują o wszystkim. Gdyby nie szybka reakcja strażniczki, ten finał mógł wyglądać zupełnie inaczej.

na podstawie: Straż Miejska w Katowicach.